• Jarek Mikołajczyk

Igoronco - Międzyczas

Sporo czasu minęło odkąd dostałem materiał z płyty, teraz dopiero siadam napisać co było w Międzyczasie. Nie będę się tłumaczył bo z czego? Napisałem Post Scriptum na wstępie to teraz spokojnie mogę i chcę napisać: o płycie, o tym co słyszę i co myślę. Praktyczne dziś Wigilia, to dobry czas na tę właśnie „recenzję”. Na początek kilka szybkich strzałów. Międzyczas powinien ukazać się w Asfalt Records. Dobra - może oni nawet nie wiedzą o Igoronco. Przecież nie piszę, że Asfalt dał dupy, że tego nie wydał tylko, że nie wydał tego co powinien...

Pozornie to, że MC jest filozofem nie ma znaczenia, a jednak fajnie, że ktoś wreszcie w rapie nie filozofuje.

I trzecie - tak na szybko, dobre bity. Niezła produkcja – pozornie 12 producentów sugerowałoby brak spójności, a jednak to jest album w pełni jednorodny w swoim eklektyzmie.

 

Mimo wszystko to jednak tekst i jego podawanie pozostaje siłą płyty. Trochę tak, jakby ten „intelektualny” rap, przywrócił sens temu co było kiedyś podstawą wersów z blokowisk i podwórek. W czasie kiedy Hip Hop przestał być komunikatem ulicy, a stał się opowieścią o rapowaniu samym w sobie i imprezowaniu - Szymon Igoronco wyrzuca płytę z jednej strony bardzo daleką od rapu, z drugiej paradoksalnie przywracającą to co było tak istotne w całej kulturze czterech, a jak niektórzy mówią 5 elementów – treść. W czasie kiedy co drugi małolat myśli, że każdy raper to MC, a wchodząc do szafy nagrywa całą płytę w 5 godzin dostajemy: dobry, przemyślany krążek. Rozpierdol stylistyczny zdecydowanie jest siłą tego wydawnictwa, brak hermetyczności i możliwość swobodnego przestawiania kolejności słuchania lub oderwania każdego z utworów od reszty płyty wcale nie pozbawia spójności. Paradoks? Nie pierwszy i nie ostatni. Muzycznie płyta po prostu wkręca od pierwszego pulsującego, trochę dubstepowego „Edytuj”, po synthpopowe prawie jak u DeVision „Ślady na piasku”. Sporo różnorodnych dźwięków, bez strachu przed elektroniką, ambientem i wszystkim co fajne, co tak bardzo „nierapowe”...Zostawiam ocenę bitów i tego co jednak trzeba nazwać muzyką, każdy z producentów przyłożył swoje do tego krążka, wspólnie zbudowali jednak coś co mimo eklektyzmu nie jest wieżą Babel. Nie będzie przyznawania medali i podium – płytę warto potraktować jako całość. Dzieje się dźwiękowo bardzo wiele – czytałem gdzieś, że jest tu trochę eksperymentu, no może w sensie semantycznym, bo Zorna i Patona nie słychać. Jest lekkość i wyjście poza ramy. Sam sposób podawania tekstu, czasem stricte rapowy w innym miejscu trochę jakby bit był mało ważny - niemal slamowo recytowane zwrotki. Wspomniana lekkość albumu to nie tylko kwestia „choć jestem lekkoduchem to nie przychodzi lekko” (Lekko to zresztą świetny kawałek). Trudno też szukać braku „ciężaru” w tekstach, kilka z nich wręcz przeciwnie, tnie rzeczywistość z dystansu (do niej i samego siebie) bardzo ostro i celnie. Wspomniane „Edytuj”, „Skolaryzacjo” i „Prokastrynacja”. Troche każdy z tych utworów z innej bajki, a jednak podobna poetyka. Gorzki opis rzeczywistości w "Skolaryzacji" i "Edytuj". „Jesteśmy tymi, którzy piszą, tymi którzy malują, tymi którzy zapierdalają żebyś Ty mógł sobie wypić piwko, tymi co produkują, tymi co dyskutują, a Ty...I na co mi ten papier użyłem go raz nie zwróciło mi się nawet na ksero na co Tobie papier Czy ty rozumie? czy Wy umieją?...” Prokastynacja już bliżej filozofii. „Możesz być mistrzem, ale musisz być mistrzem w łapaniu iskier, może to było między jednym a drugim piskiem albo kiedy kroiliście skibkę...” Piękny refren „ Niczego nie żałuję jak zgubionych myśli”. Zresztą tu wers goni dobry wers, gęsto od pięknych zwrotów, inteligentnych zbitek: „nudzą się ludzie bez wyobraźni, żal mi ich, a może ja żyje w baśni, w której co chwilę otwierają się przede mną nowe światy”. Kilka nieco innych w klimacie tekstów, nośne Wino z Ewą Wymysłowską na gościnnce. Bardzo dobry kawałek - trochę jak z lat 80-tych „Szyja i nos” tak po prostu nogi same drepcą w miejscu a głowa kiwa się radośnie. To jednak nie jest numer tylko do potyniania bo „mamy tylko chwilę tylko chwilę mamy i dziejemy się w niej”. Mocno pokręcony zgodnie zresztą z tytułem Tripline. Po drodze kilka innych kawałków i przekozacki kawałek „Samotność w literaturze”. „To takie proste takie proste jeśli robisz mi prezent to kup mi pierdoloną ksiażkę”...”Może nowa polska proza, albo stara polska proza...Może w poszukiwaniu straconego czasu Prusta choć nie wiem czy mam tyle czasu czas przestać marnować czas na głupstwa”...Trudno pominąć zamykający krążek utwór „Ślady na piasku”. Jasne osią, a może podstawą jest wiersz o tym samym tytule, ulubiony przez rekolekcjonistów – Igoronco, wcale jednak nie próbuje nas nawracać, ani co ostatnio modne nie epatuje własnym nawróceniem. Stawia pytania, a raczej poddaje w wątpliwość, nie tyle samo istnienie Boga, choć w pierwszej części kawałka obrywa się Stwórcy...W wątpliwość poddaje raczej ludzkie wyobrażenie o Nim. W drugiej narrator pokazuje jak tę sprawę powątpiewań i poddawania Stwórcy próbie mógłby opisać Bóg. Choć jest to Bóg jedynie domniemany, ani przez chwilę Szymon nie kpi, nie uprawia też taniego antyteizmu czy antyklerykalizmu. Szacunek do figury kulturowej jaką jest Bóg nie wyklucza „niewiary” i nie musi narzucać wiary w Niego.

 

Igoronco mocno odbił od Poznania, który jest przecież tak wielkim miastem, że może pomieścić całą Polskę, gdy tylko przestaje upierać się, że P-ń to tylko Jeżyce – tam już dawno za ciasno. Na koniec krótko i już na temat: Igoronco jest takim raperem jakim całe życie trochę na siłę chciał być Eldo. I nie będę rozwijał tej myśli. Lubię ludzi, którzy nie muszą udawać, że są erudytami, ludzi którzy po prostu czytają książki, nie po to by rzucić jakimś mądrym tytułem w kawałku.

 

Płyta naprawdę dobra. Pewnie nie dla wszystkich czyli nie dla nikogo. Polecam też www.igoronco.com 

Jarek Mixer Mikołajczyk

 

Konwój

Kino Helios
Czwartek 16 listopada 2017
godz. 18:00

PO PROSTU PRZYJAŹŃ

Kino Helios
Czwartek 23 listopada 2017
godz. 18:00

AMOK

Kino Helios
Czwartek 30 listopada 2017
godz. 18:00