Preteksty także do społeczno-literackiej dysputy

Nie wiem czy zgodzi się ze mną bardziej doświadczony Kolega „po piórze”, ale tegoroczny VI Festiwal Literacki Preteksty, w końcu nabrał tego „kulturalnego mięcha”, które oznacza, że ciekawy i mądry przekaz animatorów, wreszcie rezonował z publiką, niekiedy kameralną, ale zawsze otwartą na prezentowane treści.

Tak też było podczas dwóch dyskusji literackich, które stały się również punktami imprezy, czyli debaty pt. Nie tylko końcówki. Czy literatura ma płeć? oraz spotkania autorskiego Żydowska pamięć zza Żelaznej Bramy. Pierwsze z nich więc z udziałem warszawskiej pisarki Dominiki Dymińskiej, rodzimej performerki z muzycznego duetu Siksa, czyli Alex Freiheit oraz prowadzącej czy może bardziej moderującej rozmowę krytyczki literackiej i publicystki Mai Staśko – odbyło się w restauracji White Taste. Natomiast drugie, którego główną postacią była też warszawianka, pisarka i reżyserka filmowa Aleksandra Domańska – miało miejsce w kawiarni Misz-Masz, która okazała się niekoniecznie dobrym wyborem. Jakie zatem tematy dominowały w czasie tych spotkań?

Koniec kobiecej literatury

Bohaterki pierwszego wydarzenia zorganizowanego przez Stowarzyszenie Ośla Ławka, właściwie od początku mierzyły się z tytułową płcią i podziałem na literaturę męską, czyli często uniwersalną oraz kobiecą. Przy czym to ostatnie pojęcie zostało przez nie dość szybko odrzucone podobnie jak określenie dziewczyńska, które tak naprawdę niczego nie wnosi i stanowi tylko niepotrzebną łatkę. Otóż okazało się, że rozmówczynie chcą równych praw i traktowania nie dlatego, że są kobietami, lecz przez to, że ich twórczość jest tak samo ważna jak mężczyzn.

Choć z drugiej strony zgodziły się jednocześnie z przymiotnikiem feministyczny zaproponowanym przez obecną na spotkaniu prof. Grażynę Gajewską, który ich zdaniem lepiej określa aktywność kobiet. Co więcej, każda z nich podzieliła się też swoim własnym płciowym doświadczeniem i tak np. Maja Staśko przywołując swój tekst pt. „Dlaczego poeci są wiecznie niezaspokojeni?, przypomniała, że polska literatura, a właściwie wydarzenia literackie lub poetyckie, zdominowane są przez mężczyzn, bo to oni są w większości szefami wydawnictw bądź imprez, więc zapraszają i tym samym promują oraz finansują swych kolegów. Alex Freiheit zaś nawiązywała głównie do swoich doświadczeń na scenie, gdyż to głównie tam wybrzmiewają jej mocne, zaangażowane teksty. Mówiła więc, że z jej osobą miewają nawet problem ludzie teoretycznie wolnościowi, czyli punkowi twórcy lub publiczność. Z kolei Dominika Dymińska stwierdziła, że ciągle jeszcze uważa się, iż kobiety na polu artystycznym wiele zawdzięczają mężczyznom, podczas gdy nierzadko bywa to złośliwe przekonanie tych ostatnich.

 

Niewarszawski uniwersalizm i upiory

Natomiast Aleksandra Domańska zaproszona przez gnieźnieński Klub Krytyki Politycznej w kontekście uczestniczek wcześniejszego spotkania, okazała się osobą kompletnie z innej bajki. Autorka takich książek jak „Ulica cioci Oli. Z dziejów jednej rewolucjonistki” czy najnowszej „Grzybowskiej 6/10. Lament”, bowiem od lat zajmuje się geografią miejsc pamięci, czyli opowiadaniem o przeszłości za pomocą różnych, często rodzinnych skrawków wspomnień i artefaktów.

Co ważne, jej „Grzybowska 6/10...”, która stała się punktem wyjścia do dyskusji, to bowiem opowieść o żydowskich mieszkańcach tytułowej ulicy, którzy w miejscu gdzie dziś rozciąga się w Warszawie ogromne blokowe Osiedle za Żelazną Bramą, mieli przed wojną swoją kamienicę. Jednak wbrew pozorom, cała dyskusja nie oparła się na stołecznej perspektywie, lecz została skutecznie rozbrojona przez samą autorkę autentycznym zainteresowaniem przeszłością gnieźnieńskich budynków w centrum, gdzie przecież choćby na początku XX wieku też mieszkali nie tylko Polacy. Następnie pojawiło się znów kilka książkowych wątków jak pośrednie oskarżenie awangardowych i postępowych twórców o pewną odpowiedzialność za tragedię wojny i Holocaust czy wzruszająca opowieść o niezwykłym zdjęciu wąsatego mężczyzny i blondwłosego chłopca, które stało się okładką dzieła Domańskiej. I o ile z pierwszą tezą trudno było się zgodzić także prowadzącym spotkanie, o tyle druga rzecz wywołała wiele refleksji oraz niezrozumienia dlaczego dzisiejszy świat znów szuka sobie wrogów oraz nowego kozła ofiarnego.

Co ciekawe, sama pisarka próbowała też w rozmowie zuniwersalizować swą historię mówiąc, że jej Żydzi, to po prostu ludzie, którzy wskutek różnych upiorów powołanych przez innych, zostali skazani na śmierć. Warto dodać, że na koniec nie zabrakło też przestrogi by te odziedziczone przez nas upiory nie obudziły się czasem w XXI wieku...

 

Kamila Kasprzak-Bartkowiak

zdj. Noemi Gadzińska, Jarek Mikołajczyk, Kamila Kasprzak-Bartkowiak