• Jarek Mikołajczyk

Teatr Ósmego Dnia na Rynku

Zostawmy kwestie jubileuszu, choć kto miał sposobność brać udział w wyborach w 1989 roku, pewnie powinien pamiętać euforię w sercach Polaków. Submit 2.0 – spektakl wykonany dziś na gnieźnieńskim Rynku przez Teatr Ósmego Dnia, choć kończył się karuzelą, euforyczny nie był. Mimo tego Ewa Wójciak związana z Ósemkami od lat 70 – tych, przyznaje, że można dziś i trzeba mówić o wolności niezależnie od zakusów władzy. - Rzeczywiście ta droga do wolnosci to między innymi poznański Komitet Solidarności, protest w sprawie Stanisława Barańczaka, nasz teatr też jest wpisany w ten proces. Myślę, jednak, że możemy i powinniśmy mówić o wolności, bo przecież, choćby to, co mówię zawsze młodym, bo oni nie pamiętają tamtego czasu, mieć paszport w szufladzie to naprawdę radość. Myślę, że nawet jeśli władza próbuje nam czasem tę wolność zabierać, z wolnością wypowiedzi też bywa różnie, to jesteśmy już na tyle obywatelscy, że potrafimy tej władzy nie pozwalać – powiedziała nam przed spektaklem Ewa Wójciak dyrektor naczelna i artystyczna Teatru przez wiele lat.

Sam spektakl jednego z ważniejszych przed laty teatrów niezależnych w Europie, od strony języka teatru i formy nie przyniósł wiele nowego. Ósemki wypracowały swój język. Machiny, podwyższenia, plastyczne znaki – kostiumy, nośna muzyka i zbiorowa improwizacja na dopracowany temat. Jak zawsze fantastyczna gra plastyką w przestrzeni zastanej miasta, światła i nieco patetyczna, choć nowocześnie brzmiąca muzyka. Mało tu subtelności sporo sugestywnych plastycznie znaków, aktorów-symboli. Dość katastroficzna mroczna wizja świata polityki, celebrytów władzy wszelkiej maści od kościoła przez show-biznes i politykę. Świat rysowany ostrą grubą kreską; nieco wykrzywiony, trochę klimatu potworów Goyi. Świat wpływów, a raczej wpływowych "aktorów władzy" na jej machinach dobrotliwie, choć interesownie w przypływie łaskawości dopuszcza przybysza z krainy biedy i długouchych czapek do... Trudno powiedzieć nawet do czego. Choć uczta, którą gotuje dla śmiałka to kanibalizm. Są wątki żelaznych masek, jakiejś machiny totalitarnej zderzenia z szaraczkiem na trójkołowcu. Teatr Ósmego Dnia żongluje sprawdzonymi obrazami. Tu nie ma odkrywania nowych form, choć nie jest to jeszcze chyba odcinanie kuponów, nawet jeśli to od działań własnych.

Spektakl mocny, ważny, choć pewnie taki bardzo Ósemkowy, paradoksalnie w formie zachowawczy, odważny w treści. Trudno tu pisać o zjadaniu własnego ogona, bo pewnie spektakle Ósemek to dziś ważne społecznie wypowiedzi, bez rewolucji formalnej. Weźmy jednak pod uwagę, że Wielka Reforma Teatralna z Wagnerem, Craigiem, Chronegkiem i im podobnym zmieniła już dawno wszystko. Teatr Ósmego Dnia odkrywa teraz raczej przestrzenie treści porzuconych dawno przez teatry. Nie ma tu Klątwy z Powszechnego i politycznej desperacji Jandy. Nikt nam nie wbija do głowy łopatą, że ta władza jest zła. Ona po prostu z natury władztwa bywa zła.

Rzecz jasna rocznica rocznicą, ale nawet Geniu wie, że w sobotę byłyby tłumy. Jak na wtorkowy wieczór było jednak pięknie i tylko szkoda, że radni powiatowi po raz kolejny miast oglądać wydarzenie robili szopkę ze szpitala.

Wobec tego wydarzenia wciąż wracało wśród widzów pytanie, co z eSTeDe, czy jak mówią miejskie dowcipy, starostwo wystawi je na sprzedaż za 3,5 mln, by mieć na zwrot dotacji? Czy ten nieco przewidywalny, ale niewątpliwie dobry spektakl to był łabędzi śpiew centrum kultury aresztowanego na byłej policji? Oby nie.

Jarosław Mikołajczyk

Tagi: C.K.eSTeDe Teatr Ósmego Dnia