• Start
  • Aktualności
  • Relacje
  • Nominowana do Paszportów Polityki. Przypomninamy ważne słowa Urszuli Zajączkowskiej po odebraniu Nagrody Kościelskich
  • Jarek Mikołajczyk

Nominowana do Paszportów Polityki. Przypomninamy ważne słowa Urszuli Zajączkowskiej po odebraniu Nagrody Kościelskich

Z radościa przyjeliśmy wiadomość o nominacji Urszuli Zajączkowskiej do Paszportów Polityki za "Patyki, badyle”. Urszula Zajączkowska, debiutowała tomem Atomy wydanym przez gnieźnieńskiego wydawcę Dawida Junga w serii Debiuty wydawnictwa Zeszyty Poetyckie. w 2017 roku odebrała jedną z najważniejszych polskich nagród literackich Nagrodę Kościelskich. Popcentrala i Zeszyty Poetyckie w ramach swoich jubileuszy 8 lat Popcentrali i 18 lat Zeszytów Poetyckich przygotowują specjalne spotkanie autorskie z Urszulą Zajączkowską. Relacja z wręczenia Nagrody Kościelskich tu. Obecnie publikujemy niesamowite wystąpienie laureatki tuż po odebraniu nagrody. 

Stoję tu naprawdę głęboko poruszona i wdzięczna rodzinie Kościelskich, tej pięknej idei, żyjącej ponad półwieku wyróżniania literatów i pisarzy, ale stoję też tu z prawdziwą obawą i nieufnością we własne siły wobec takiego wyróżnienia, tym samym naznaczenia moich słów. Słów, które są pochodną jedynie patrzenia. Dlatego chcę dziś powiedzieć właśnie o patrzeniu. Jednocześnie tym samym się nieco przed państwem tłumacząc. Nasze widzenie jest jedynie czytaniem światła.

Nie widzimy niczego innego niż światło, więc nie widzimy też siebie. Dostrzeganie: liści, obrazów, naszych dłoni, czy czyiś oczu jest percepcją światła tylko od nich odbitego. Można powiedzieć odrzuconego od ciał, jak fizyka mówi, od ciał nieprzezroczystych, jakimi my z pewnością jesteśmy. Dowodem na to jest to, że od samego początku do końca tu na ziemi ciągniemy za sobą swój cień. Światło jest wiązką fal elektromagnetycznych spętanych ściśle w biały pukiel, który w 1672 roku Izaak Newton rozszczepił przezroczystością pryzmatu. Rozdzielił kolory z promieni słońca i rzucił je w mrok swojego pokoju. Wciąż wyobrażam sobie tę chwilę przeżycia misterium tego odkrycia. Tak samo my przecież ciągle parząc otwieramy źrenice i pozwalamy światłu wewnątrz kuli naszych oczu zadziałać. Tak jak to pozwolił na to Newton, więc nie ma widzenia bez światła odbijania, które za każdym razem jest świadectwem materii czym ona jest...

I wtedy wszystko wydaje mi się zaraz tak bardzo podobne, jak to, że mamy kolory tak zwane dopełniające czyli takie, które w połączeniu dają biel, czerń lub szarość...i że dla czerwieni tej czerwieni powszechnej, podskórnej naszej kolorem dopełniającym jest tylko zieleń. Barwnikiem decydującym o kolorze naszej krwi jest hem w hemoglobinie. Zieleń liści rodzi się z działania chlorofilu, i tu rzecz niesamowita, bo te dwa pigmenty złożone, olbrzymie cząstki, różnią się jedynie właściwie tylko jednym atomem, jednym pierwiastkiem. U nas działa żelazo, a u nich magnez, i to już, i to wystarcza by kolory naszych ciał zmieniać tak mocno, choć ciągle pozostawiając je w dopełnieniu: czerwień i zieleń...Więc przestańmy może choć na chwilę patrzeć na siebie tak z wysoka. Jakoby my pochodzimy od samych małp, a przecież małpy są już doskonałe, są już skończone. Wiedziała o tym bardzo dobrze Wisława Szymborska, wiedział o tym Herbert.

Nasza Ewa, nasz Adam, jak i pierwotne jądro każdego drzewa, turzycy, każdego żyjącego istnienia, jest tylko brudnym osadem kałuży sprzed miliardów lat, resztkami makreli osiadłych na brzegu opadającego lustra wody, to stąd jesteśmy my wszyscy żyjący...I wtedy właśnie nasze czerwone i ich zielone drogi rozeszły się i to tak silnie, że do dzisiaj istniejemy obok siebie, ale łączy nas światło. Jako spektrum w działaniu.

Zawsze głęboko porusza mnie, że światłem, które dla roślin jest ważne do życia jest tylko światło, które widzi też człowiek. Z tego wszystkiego co słońce do nas wysyła, tylko to, co my widzimy w tym wąskim paśmie 400 nanometrów, tylko to jest ważne dla roślin. W tym paśmie mieści się cała tęcza, ale też tylko ta energia odbierana jest przez liść. Tylko ona, ta dla nas widziana energia w liściu zmieni też wodę i powietrze w cukier. To światło pozwoli roślinom żyć, pozwoli nam żyć, kosztując potem pełne słodyczy jabłko, jedząc chleb, pijąc wino i wietrząc płuca powietrzem, roślinnym chlebem. I wzrusza mnie też ta wszechobecna zależność od świata zewnętrznego, od innych...Niech mi będzie wolno wspomnieć oko, o którym pisał Goethe, że oko istnienie swe zawsze zawdzięcza światłu, więc kształty - zapachy kolorów są tylko po to by je zauważono...by wymieszać ich geny, by zrodziły się nasiona. Tak jak żywot motyli zależy jest od istnienia nektaru, gepardów od antylop, a much od śmierci ciała. Tak jak widząc barwnie, widzimy widma promieniowania, tak i czytając poezję widzimy - widma promieniowania myśli. Myśli zapisanych językiem, a to zupełnie inna narracja niż w naturze.

Spójrzmy jednak na meteoryty, bo właśnie odkryto ostatnio jeden w kraterze Afryki. Widziałam na fotografii jego przekrój, kolorowe kamienie, spieczone krzemienie, lecz nawet on składał się z pierwiastków – liter – takich jakie my mamy tu na Ziemi. Z niczego innego. Wiersz zbudowany jest ze słów – pierwiastków, pochodzących od ludzi z przeszłości. Alfabetu znanego nam wszystkim dzięki nim. Wiersz może nieść kosmiczne myśli, może uderzyć, można zanurzyć się w nim, może pobudzić do własnych przeżyć. Myśli zapisane wierszem rzucone są w powietrze jak zarodniki...Nośnikiem poezji jest był i pewnie będzie jednak papier, oraz ludzie ich oczy wrażliwe duchy. Pisząc swoje wiersze nigdy nie sądziłam, że odkryją je właśnie państwa oczy, albo wcześniej kiedy na samym początku odkrył je pan Dawid Jung. To dzięki państwa patrzeniu, bo istniejemy jako ludzie w zależności, i nikt niczego tylko sobie nie zawdzięcza na tej planecie. Tak jak to wzruszenie badaczy natury, którzy odkryli, że pył z piasków Sahary, który niesiony jest wiatrem przez cały ocean by paść na puszczę Amazonii i ją bogaci cennymi minerałami. Nad ogromnym oceanem niesie się ten pył, osadza się na tamtej ziemi, na skórze tamtych zwierząt, na skałach tamtych miejsc. Poezja może żyć naprawdę długo, ale tylko niesiona przez innych. Jak nasiona traw, albo olchy w głębi niesione strumieniem łęgów. Więc ja, stoję tu tak jak dawno temu pani Monika Kościelska to sobie wymyśliła, wywołała mnie tu. Tutaj jestem, ale dobrze wiem, że bez ustanku tu i wciąż i wszędzie – światło działa. Odbija się od nas, my siebie tak naprawdę nie widzimy, meteoryty spadają, pył Sahary niesiony jest do Amazonii i grawitacja sprawiedliwa, działa wciąż, więc nie ma co się puszyć, nie ma co zadzierać nosa. Mogę tylko powiedzieć, państwu dziękuję, I chcę to powiedzieć w tej krótkiej chwili: dziękuję... i teraz pójść swoją drogą, pójść przeżywając wzruszenie każdego dnia.

Tekst wystąpienia Urszuli Zajączkowskiej tuż po wręczeniu Nagrody Kościelskich w Miłosławiu.