• Start
  • Jarek Mikołajczyk

Z tej szkoły możemy być dumni. Koncert Katedralny na... katedralnym poziomie

Koncerty Katedralne przygotowywane na koniec roku szkolnego przez kadrę i uczniów popularnej Muzycznej wpisały się na dobre w kalendarium wydarzeń kulturalnych Gniezna. Odkąd obok "podstawówki" mamy też w Gnieźnie średnią szkołą muzyczną, prezentacje nabrały wyrazu, w programie pojawiają się nie tylko utwory popularne. Kadra coraz częściej sięga po kompozytorów współczesnych, nie boi się trudnych wykonań i stawiania młodzieży wyzwań. Wydaje się nie do przecenienia fakt, iż Szkoła nie stoi jedynie kilkoma uczniami wybitnymi, tak naprawdę solidnie przygotowuje do zawodu muzyka całą swoją młodzież. Odejście wyrazistych postaci jak np.: Korneliusz Wojtkowiak czy Marcin Małecki – obecnie studenci Akademii Muzycznej w Poznaniu, nie odbiło się na jakości tego co Szkoła pokazała na Koncercie Katedralnym. Coraz pełniej śpiewa chór szkoły, a wśród solistów pojawiają się nowe pierwsze: skrzypce, altówki, klarnety, nadal mamy wśród uczniów muzycznej rzetelnych organistów...

 

Wydaje się, że Koncert Katedralny powinien już dawno stać się świętem muzyki tego miasta. Oczywiście niezależność Muzycznej od powiązań miejskich, jest siłą jej pozycji, jednak prosiłoby się aby Miasto bardziej zaangażowało się w uczynienie z tego wydarzenia - imprezy wobec, której żaden miłośnik muzyki nie przejdzie obojętnie. Zostawmy jednak dychteryjki i dywagacje. Patronat prezydenta i starosty był.

Choć obok tego co w programie, znalazła się niespodzianka, była ona jednak mocnym punktem koncertu. Zespół smyczkowy ZPSM niewątpliwie zasłużył na prezentację.

Powróćmy jednak do początku. Prowadzenie koncertu dyrekcja powierzyła tym razem Agnieszce Żółtowskiej i to była dobra decyzja; spokojna, oszczędna konferansjerka ograniczona jedynie do zapowiedzi - wpisała się w uroczysty charakter miejsca.

 

Kupowanie publiki czyli na początek Wiosna z Czterech pór roku Antonio Vivaldiego.

Taki to utwór, że Mamoń z Rejsu byłby kontent na pewno. Wszyscy to znamy. Lubimy? I to już niekoniecznie...Kwartet Smyczkowy: Albert Braszka i Kinga Jóźwiak – skrzypce, Anna Zaryczna – altówka i Błażej Adamski – wiolonczela, oraz solistka Sara Powaga – skrzypce; zagrał ten niezwykle wymagający utwór bardzo rzetelnie, przy czym Sara Powaga uniosła ciężar solistki w bodaj najpopularniejszym utworze na smyczki, bardzo dobrze. Koncentracja, wrażliwość muzyczna Powagi i niezwykle poprawna baza jaką stworzył kwartet sprawiły, że ten grany trochę pod media „popowy” początek koncertu był dobrym wprowadzeniem.

 

Fuga a-moll i dwa Preludia - organy.

Pierwszym organowym elementem koncertu był występ Ewy Wojciechowskiej. Uczennica I klasy Szkoły Muzycznej II stopnia wykonała Preludium i Fugę a-moll - Bacha oraz Preludium w stylu klasycznym - Gordona Younga. Oczywiście mistrz Jan Sebastian Bach, to kompozytor sztandarowy dla organistów, który jak mawiają krytycy muzyczni nawet gdy komponował wokale czy orkiestrę – słyszał organy. Preludium i Fuga a-moll - pochodzi ze zbioru małych Preludiów i fug. Trzeba przyznać, że powszechne dość traktowanie tego utworu jako wprawki jest krzywdzące zarówno dla kompozycji jak i wykonawców. Młoda organistka z Gniezna poradziła sobie z tą kompozycją dobrze. Podobny stopień trudności dla wykonawcy przynosi amerykański kompozytor dwudziestowieczny Gordon Young. Wybitny organista ale i pedagog w swoich utworach pozwala organistom pokazać swój warsztat. Wydaje się, że fakt, iż w tym koncercie uczniowie Ryszarda Superczyńskiego sięgnęli po jego preludia dwukrotnie wskazuje, że gnieźnieński pedagog zna wartość również pedagogiczną zapomnianego nieco Amerykanina. Brzmienie katedralnego instrumentu pod palcami młodej artystk zbudowało klimat dalszej części koncertu.

 

II Suita wiolonczelowa - Jana Sebastiana Bacha – utwór ulubiony przez maestro Mishę Maiskyego jest w sposób naturalny bliski jest wiolonczelistom. Usłyszeliśmy jednak Allemande w wykonaniu Anny Zarycznej. Bachowskie suity wiolonczelowe pochodzące z okresu Kothen, są swoistymi wymarzonymi utworami solowymi na skrzypce. Bach w sposób ograniczony stosuje w nich akordy, mistrz pomija nawet właściwie dwugłosowość. To właśnie sprawia, że grane przez wytrawnych muzyków smyczkowych suity wiolonczelowe stają się kanonem występów solowych, nie tylko wiolonczelistów, ale też mistrzów altówki. Mniej ekspansywne od skrzypiec brzmienie altówki wykorzystała w Allemande z II suity wiolonczelowej Bacha niemal w mistrzowski sposób Anna Zaryczna - uczennica IV klasy SM II stopnia. Matowa, a jednak niezwykle malownicza gra młodej gnieźnianki przywodzi na myśl wykonanie wybitnej Bułgarki – Irny Yonkowej. Przy czym Zaryczna gra nie tyle efektownie co efektywnie, bez kokietowania publiczności. To był bardzo mocny punkt koncertu, wydaje się gnieźnianka zagrała pierwszą swoją „życiówkę”.

 

Wolfgang Amadeusz Mozart - Ave Verum, Adam Hetman - Ojczysty Dom to utwory, które pod dyrekcją Pauliny Kuczyńskiej – Siwka wykonał Chór ZPSM. Choć część zespołu to bardzo młodzi uczniowie, trudno mówić o tym by ten punkt programu odstawał od poziomu koncertu. Dobre wykonania zwłaszcza hymnu Mozarta pokazują, że Chór jako stosunkowo młoda formacja Muzycznej jest w dobrej kondycji.

 

Flet poprzeczny, rzecz jasna niezwykle epicki instrument. Jednym z mistrzów treverso był nie kto inny jak Johann Joachim Quantz. To jego Cantabile z Koncertu e-moll na flecie poprzecznym wykonała Aleksandra Krzyżanowska przy akompaniamencie Szymona Musioła. Utwór i jego interpretacja pokazały, że i w tym instrumencie Muzyczna nie ma się czego wstydzić, choć jak na Quantza ten fragment nie pozwala na popisy, a raczej wymaga przede wszystkim solidnej gry.

 

Morricone i gospel, trochę z innej bajki.

Koncerty retrospektywne, pokazujące dorobek, czy umiejętności szkoły, z racji na charakter bywają trochę jak składanki płytowe w stylu The Best niespójne, trochę mozaikowate. To był chyba ten moment koncertu, w którym autorzy programu chcieli przełamać wynikającą z wymogów miejsca klasyczną formułę. Czy Misja była przez Chór Szkoły Muzycznej II stopnia doklejona? Trochę jednak tak. Mimo tego pozwoliła na wprowadzenie klarnetu. Tutaj wejście Michała Żółtowskiego z klarnetem zabrzmiało bardzo dobrze, a samo wykonanie pieśni z Misji poprowadzone przez Paulinę Kuczyńską – Siwkę nie zaburzyło znacznie dramaturgii całego koncertu. Zdecydowanie jednak najbardziej odległy formalnie od trzonu koncertu utwór kolejny I'm Gonna Ride podbił dynamikę. To był ten właśnie moment, gdy nieco wyciszona malowniczym fletem, a potem Misją publiczność potrzebowała powietrza. Tu były pełne piersi i ciekawe jak na chór szkolny, męskie doły. Ekspresja, która chyba poniosła już koncert do końca.

 

Kolejne dwa utwory organowe wcale nie pozwoliły odpocząć słuchaczom.

Craig Sellar Lang to wpełni dwudziestowieczny: kompozytor, edukator, autor wielu podręczników dla organistów. Choć komponował także muzykę chóralną, to właśnie Tuba Tune D-dur opus 15 – kompozycja organowa jest bodaj jedynym powszechnie rozpoznawalnym utworem urodzonego w Nowej Zelandi brytyjskiego kompozytora. Utwór ten należy do ulubionych przez organistów recitalowych. To bardzo ozdobny krótki utwór. Nie jest on jednak prosty w zagraniu. Lang choć delikatnie nawiązując na początku utworu do Haendla w środkowej części kompozycji użył kilku zmian – zwrotów, iscie dwudziestowiecznych. Kacper Brzeski – zagrał oszczędnie, ale bardzo efektywnie.

Kolejny utwór Gordona Younga.

Toccata ze suity barokowej zabrzmiała w wykonaniu Mateusza Bartkowicza bardzo monumentalnie. O dziwo sam tytuł mógłby sugerować pełnię ozdobników wygrywanych w zawrotnym tempie przy użyciu wysokich piszczałek, a katedrę wypełniał momentami potężny huk dołów. Zdecydowanie bardzo dramatyczny moment koncertu, przy czym dramatyczny, nie oznacza tu nic innego jak mocny czy dynamiczny.

 

Kiedy wedle programu publiczność szykowała się już na przed magisterski mini recital Moniki Buczkowskiej perfekcyjnej młodej sopranistki pojawił się jeszcze zespół smyczkowy. No i pojawiła się z nim kolejna porcja pięknych dźwięków.

 

Edward Grieg kompozytor potężny obok swojego Peer Gynta wpisał w historię muzyki właśnie Suitę z dawnych czasów w stylu Holberga na orkiestrę smyczkową op. 40. Ten niesamowity utwór skomponowany przez Griega na 200 – tną rocznicę urodzin twórcy dramatu narracyjnego Ludvika Holberga, zabrzmiał w wykonaniu zespołu Muzycznej w pełni profesjonalnie. Katedralna akustyka wybitnie sprzyjała instrumentom smyczkowym na tym koncercie. W zespole smyczkowym usłyszeliśmy:

I skrzypce: Marianna Kanke i Sara Powaga, II skrzypce- Kinga Jóźwiak, Michał Flakowski, Maura Modrzejewska, altówka - Anna Zaryczna, wiolonczela - Błażej Adamski.

Młodzi muzycy wykazali niebywałą dojrzałość grając ten sztandarowy utwór smyczkowy Griega. Bez zbędnej wirtuozerii i kokietowania publiczności, a jednak lekko, tak jak ten utwór tego wymaga. No i to piękne pizzicato...Jeśli koniec wieńczy dzieło, to część występów uczniowskich zamknął naprawdę godny finał.

Zamknięcie XXVII Koncertu Katedralnego trzema utworami w wykonaniu Moniki Buczkowskiej – sopran z akompaniamentem Szymona Musioła było po prostu piękne. W dzień przed swoim magisterium, w bardzo dobrej formie Buczkowska wykonała perfekcyjnie bez nadmiernej ekspresji Ave Maria – Giulio Caccini'ego. Tworząc niejako wprowadzenie do tego bardzo krótkiego recitalu. Następnie niezwykle barwnie zaśpiewała Panis Angelicus – Cesara Franck'a. Ta kompozycja Belga pisana na uroczystość Bożego Ciała, zdecydowanie bardziej emocjonalnie wykonana pokazała przede wszystkim solidny warsztat śpiewaczki. Haendel na koniec planowanego repertuaru był tym, co podsumowało ten koncert. Niesamowicie dynamiczna pieśń z oratorium Mesjasz - Georga Friedricha Haendla bardzo wymagajaca od sopranistki byla kropką nad i.

To był piękny koniec bardzo dobrego koncertu.

Niezwykle ważne jest też to co poza koncertem. Coraz częściej uczniowie Muzycznej zaangażowani są w życie kulturalne miasta poza obowiązkami szkolnymi. Tworzą tkankę kulturową miasta. Taka też jest przecież funkcja szkół artystycznych. Zarówno przygotowanie koncertu, jak i aktywizacja to spora zasługa pedagogów, którzy inspirują, a nie tylko uczą. Wypadało by więc wymienić wszystkich pedagogów, którzy przygotowali ten koncert. Wzamian proponujemy zobaczyć wszystkich

 

Jarek Mixer Mikołajczyk

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00