• Start
  • Jarek Mikołajczyk

Kontrwywiad Popcentrali. Rozmowa z Władysławem Nielipińskim. Warunek konieczny do zaistnienia dzieła sztuki to wrażliwość twórcy i jego postawa społecznego zaangażowania

Z Władysławem Nielipińskim, animatorem kultury i fotografem o światłoczułych obrazach wczoraj i dziś, aktywizacji innych twórców czy cechach dobrego dzieła, rozmawia Kamila Kasprzak-Bartkowiak.

- Kiedy myślę Władysław Nielipiński to dziś częściej widzę animatora fotograficznej kultury niż fotografa. Dlaczego?

- Truizmem jest twierdzenie, że udane zawodowe życie jest wtedy, kiedy można realizować swoje pasje, robić to, co się lubi, kiedy hobby staje się zawodem. Oczywiście ważne czy i kiedy następuje zdefiniowanie swoich życiowych celów. W moim przypadku po krótkim okresie aktywnego zajmowania się fotografią przeszedłem na pozycję organizatora życia artystycznego najpierw moich kolegów – fotografów w ramach Fotoklubu „Format”, a następnie (od 1987 r.) również społeczności lokalnej jako kierownik Zakładowego Domu Kultury Wielkopolskich Zakładów Obuwia „Polania” w Gnieźnie oraz specjalista od upowszechniania szeroko rozumianej kultury i aktywnego spędzania wolnego czasu. Okres ten uświadomił mi jak wiele satysfakcji dostarczyć może aktywizowanie innych ludzi, rozbudzanie ich zainteresowań, odkrywanie ich potencjału i zaspokajanie potrzeb kulturalnych, w tym potrzeby ciągłego rozwijania się i samorealizacji.

W 2002 r rozpocząłem pracę w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu z zadaniem wspierania artystów-fotografów działających w Wielkopolsce poprzez promowanie i rozpowszechnianie ich sztuki. Okres ten to w pełni świadomy wybór służenia innym wiedzą i umiejętnościami. Dziecięce marzenie „bycia artystą” spełniam w perfekcyjnym przygotowywaniu i realizowaniu różnorodnych fotograficznych imprez (ok. 50. rocznie) z których najbardziej spektakularne to: konkurs „Wielkopolska Press Photo”, „Festiwal Fotografii im Ireneusza Zjeżdżałki”, czy „Międzynarodowe Warsztaty dla Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie”.

- Organizując wiele wystaw widzi Pan zapewne jak zmienia się fotografia i tematy, które interesują fotografów. Czy tzw. nowe media (facebook, instagram) nie powodują tego, że inaczej postrzega się świat, a skutkiem jest np. fakt, że fotografowie odchodzą od bohatera zbiorowego na rzecz portretów i detali?

Współczesna fotografia jest niezwykle bogata i różnorodna. Od renesansu archaicznych technik i technologii poprzez różnorodne formy użytkowe do zastosowań w sztuce konceptualnej. Nie sposób w krótkiej wypowiedzi odnieść się do tych wszystkich trendów. W mojej praktyce animatora staram się unikać wartościowania, który rodzaj fotografii jest ważniejszy, bardziej słuszny, bardziej godny uwagi. Z jednakową dozą życzliwości interesuję się wszystkimi przejawami twórczej aktywności i w razie potrzeby wspieram je, a nieraz pomagam w urzeczywistnianiu artystycznych planów. Z satysfakcją odnotowuję fakt, że coraz więcej młodych ludzi po okresie zachłyśnięcia się możliwościami samorealizacji w mediach społecznościowych poszukuje bezpośrednich kontaktów z innymi pasjonatami, zrzesza się w związki twórcze, interesuje się tradycyjnymi formami wyrażania twórczej ekspresji. Fotografowie coraz rzadziej epatują chwytami formalnymi, a jeżeli już, to szukają dla nich uzasadnienia ideowego. Mają wiele spraw przemyślanych i poukładanych i potrafią o tym rozmawiać.

- Jednak Pan sam specjalizuje się w fotografii dokumentalnej. Zastanawia mnie zatem na przykład co jest w niej ważniejsze, wiarygodne ukazanie danego wydarzenia czy emocji towarzyszących temu wydarzeniu?

- Rzeczywiście, przywiązuję ogromną wagę do fotograficznego dokumentu. Jego wartość wypływa często dopiero po latach, bywa że nieważny jest nawet kunszt fotografa, a bardziej ranga wydarzenia. Zdarzyć się na przykład może, że fotografujemy sytuacje zwyczajne, a dopiero po latach okazuje się, że zarejestrowaliśmy moment historyczny. Każda fotografia, nawet ta zupełnie przypadkowa ma szansę stać się ważnym historycznym dokumentem. W tym kontekscie na szczególną uwagę zasługuje ambitny fotoreportaż, czyli zestawy fotografii wykonywanych dla zobrazowania nie tylko określonych wydarzeń, ale też przemian społecznych czy zjawisk socjologicznych. Jurorzy konkursów fotografii prasowej z reguły bardzo wysoko oceniają tego typu realizacje. Na ich siłę oddziaływania składają się świadomość i kompetencje fotografa, a także zasób energii włożonej w powstanie dzieła i emocje towarzyszące temu procesowi. Innymi słowy – nie można jednoznacznie stwierdzić co jest ważniejsze – wiarygodność przekazu jest elementem niezbędnym w fotografii dokumentalnej, natomiast czynnik emocjonalny znacznie podnosi jej wartość.

- A jak Pan patrzy na polską fotografię z perspektywy czasu, czyli czy dziś inaczej pokazałby Pan przełomowe dla naszego kraju i regionu wydarzenia niż kiedyś czy niekoniecznie?

- Na świadomość fotografa składa się cały bagaż życiowych doświadczeń, więc niewątpliwie w miarę upływu czasu inaczej spogląda się na rzeczywistość. W efekcie dokonuje się innych wyborów zarówno ideowych jak i w sensie formalnym. Do tego dochodzą wpływy zewnętrzne, czyli pojawiające się mody i odkrycia również te w obszarze nauki i techniki. Jedno pozostaje niezmienne jako warunek konieczny do zaistnienia dzieła sztuki: wrażliwość twórcy i jego postawa społecznego zaangażowania. Reszta leży po stronie odbiorcy. W osobistym wymiarze zmagam się ze świadomością wielu kadrów, których nie zrobiłem. Wielu tematów, których nie dotknąłem. Nieraz z lenistwa, niekiedy z braku czasu, z powodów koniunkturalnych. Z dzisiejszą wiedzą pewnie wówczas działałbym inaczej, ale równocześnie mam świadomość, że teraźniejszość nadal przecieka mi przez palce, że nie jestem w stanie ogarnąć wszystkiego, że pewnie kiedyś znowu czegoś będę żałował. Że historia nie wybaczy mi grzechu zaniechania.

- Osobiście z kolei kojarzę Pana najlepiej z wystawy pt. „Trzecia zmiana”, która została pokazana w Bibliotece Publicznej Miasta Gniezna w 2015 roku. Na jej potrzeby wyciągnął Pan ze swego archiwum po 30 latach zdjęcia pracowników oraz samego cyklu produkcji w nieistniejących już Wielkopolskich Zakładach Obuwia „Polania”. Czy dziś podjąłby się Pan podobnego zadania oraz jakie miejsce i ludzi uwiecznił?

- „Trzecia zmiana” to moja próba podjęcia dyskursu o upływającym czasie i naszym stosunku do historii. Zaproszenie do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad sensem ludzkiej egzystencji. Ale też osobista forma rozliczenia się z przeszłością i „nadrobienia” grzechu zaniechania, o którym mówiłem wcześniej.

Mam ten komfort, że nie muszę uprawiać sztuki komercyjnie, że mogę pozwolić na jej dojrzewanie w sobie i żadne plany galeryjne mnie nie dyscyplinują. Uważam, że fotografia, zanim zostanie wystawiona na widok publiczny powinna „swoje odleżeć’ – dojrzeć jak wino albo ser pleśniowy…

Wracając do „Trzeciej zmiany” – zdjęcia te powstały jako zwykłe pamiątki dla koleżeńskiego grona w zespole, którego byłem członkiem. W tym tkwi sekret ich siły oddziaływania – szczerość i pełne zaufanie modeli do fotografa i vice versa. To też podpowiedź dla dzisiejszych poszukiwaczy oryginalności: fotografujcie to co jest wam bliskie, co dobrze znacie, z czym się utożsamiacie. Pokazujcie to tak jak czujecie, a być może i wasze kadry nabiorą charakteru fotografii ponadczasowych.

- A czy uważa Pan, że przy obecnej nadprodukcji światłoczułych obrazów są jeszcze takie, których siła i przekaz mogą cokolwiek zmienić lub chociaż stać się dla odbiorców symbolem jak np. słynna fotografia Chrisa Niedenthala przedstawiająca pierwsze dni stanu wojennego?

- „Apokalipsa” Chrisa Niedenthala jest ikoną stanu wojennego w wymiarze globalnym. W wymiarze jednostkowym nieskromnie, ale równie wysoko cenię sobie własne zdjęcie z 13 grudnia 1981 roku. Przedstawia ono moją ciężarną żonę na tle telewizora z gen. Wojciechem Jaruzelskim ogłaszającym stan wojenny. W sensie dzisiejszych standardów jakości, to zdjęcie jest nieudane – nieostre, niewyraźne itd. Ale widoczne są te lęki i emocje, które wówczas towarzyszyły zwyczajnym polskim rodzinom. Ten przykład może być odpowiedzią na Pani pytanie – fotografujmy, a co z tego przejdzie do historii nie jesteśmy w stanie przewidzieć.

- I na koniec może wróćmy do Pana pracy. Co jeszcze chciałby Pan osiągnąć w fotografii i jak rysują się najbliższe plany?

- W sensie zawodowym? Obok realizowania bieżących wydarzeń wynikających z planu (wystawy, konkursy, festiwale) coraz więcej radości dostarcza mi ratowanie od zapomnienia śladów dawnej aktywności fotograficznej Wielkopolan. Na wzór monografii „ Fotografia Gnieźnieńska w II połowie XX wieku”( WBPiCAK Poznań 2013) powstały już kolejne opracowania o Henryku Królu z Trzcianki i Stanisławie Kulawiaku z Ostrzeszowa, a obecnie pracuję nad dokumentacją życia i twórczości nieżyjącego już Władysława Ruta z Poznania. Pragnieniem moim jest też dokończenie rozpoczętej parę lat temu pracy nad redakcją tekstów oraz dokumentów dotyczących działalności fotograficznej i animatorskiej Janusza Nowackiego – osoby niezwykle zasłużonej dla rozwoju fotografii w Wielkopolsce, mojego mentora i nauczyciela.

A fotograficznie? Kolekcjonuję ulotne impresje jakie słońce maluje w pejzażu miejskim. Są to nieraz sekundy – rozbłysk światła na fragmencie elewacji, niecodzienna konfiguracja chmur w połączeniu z efektami świetlnymi nieba i architekturą… Hobby wymagające szczęścia, czasu i nieustającej gotowości fotograficznej. Na roboczo nazwałem to tytułem piosenki Anny Jantar „Tyle słońca w całym mieście”. Być może kiedyś temat dojrzeje do tego, żeby niektóre fotografie pokazać publicznie.

 

Władysław Nielipiński – Urodzony w 1956 roku. Kulturoznawca, animator kultury i fotograf.

Od 1979 roku pracował jako nieetatowy instruktor fotografii w Zakładowym Domu Kultury Wielkopolskich Zakładów Obuwia„Polania” w Gnieźnie, a w latach 1987-1991 był jego kierownikiem. W okresie 1992-2001 prowadził działalność usługową na terenie miasta m.in. videofilmowanie i fotografia, a od 2002 roku – pracuje w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu jako instruktor ds. fotografii, wspierając działalność wielkopolskich Klubów, Towarzystw Fotograficznych i osób prywatnych Jest organizatorem licznych konkursów fotograficznych, plenerów, i warsztatów artystycznych. Współpracuje z członkami ZPAF i ST Fotoklubu RP, z galeriami, z domami kultury i bibliotekami województwa wielkopolskiego stymulując ich działalność wystawienniczą ( w ramach programu „Objazdowej Galerii Wielkopolskiej Fotografii”). Jest jurorem wielu konkursów fotograficznych, komisarzem Międzynarodowego Biennale Fotografii Artystycznej „Dziecko” Aktywnie działa na rzecz osób niepełnosprawnych (m.in. organizuje “Warsztaty fotograficzne dla osób niepełnosprawnych intelektualnie”. Autor kilku wystaw indywidualnych i uczestnik licznych zbiorowych. Na stronie: www.wbp.poznan.pl redaguje fotograficzną część serwisu, gdzie zamieszcza wiele aktualnych informacji ważnych dla wszystkich miłośników tej dziedziny sztuki. Odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi (1987) i medalami: „150-lecia fotografii”(1989), „Zasłużony dla Fotografii Polskiej” (2004), za Zasługi dla Województwa Wielkopolskiego (2013) i Zasłużony dla Kultury Polskiej (2013). W 2016 r. otrzymał nagrodę Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony dóbr kultury w kategorii „animacja i upowszechnianie kultury”. Członek Honorowy Stowarzyszenia Twórców Fotoklub Rzeczpospolitej Polskiej (2016).

Władysław Nielipiński jest autorem publikacji o historii gnieźnieńskiej fotografii: „Fotografia Gnieźnieńska w II połowie XX w.”

 

Wszystkie zdjęcia autorstwa Władysława Nielipińskiego oprócz jego portretu, który jest miniformą według pomysłu Piotra Wołyńskiego.

Rozmawiała Kamila Kasprzak - Bartkowiak

Tagi: 'Wywiad', Nielipiński Fotografia