• Jarek Mikołajczyk

DOPAMINA - FALA - recenzja

Dopamina to zespół, który dał się poznać między innymi podczas wspólnych koncertów z Tiltem. Trudno jednak stylistycznie stawiać go obok kapeli "Frantza". Na płytę trzeba było czekać - wydaje się, że cały materiał pokazuje, że muzycy kapeli niczego nie robią na siłę. "Zakochiwanie się" w płycie rozpoczyna się od prostej grafiki na okładce. Zestawienie matowej czerni z białą spiralą - idealnie wykorzystuje znajomość złudzeń optycznych; wrażenie, że kręgi, w które wpisana jest nazwa kapeli i tytuł płyty są rozedrgane. Świetnie grają też graficznie te same białe kręgi na czarnym CD. Fala to 15 płyta sygnowana przez OFF SIDE Records.

 

DOPAMINA - FALA

015 OFF SIDE RECORDS 2014

OFFSIDE REC

Zacznijmy od początku. Dopaminę tworzą muzycy, na co dzień pracujący w innych składach. Wbrew pozorom, nie ma tu prostego przełożenia. Jeśli płyta jest wypadkową to, nie tyle wcześniejszych dokonań: Dymitra Czabańskiego, Jarosława Hejmanna i Tomasza Krzemińskiego, lecz raczej klimatów, których nie realizowali w innych zespołach. Na debiutanckiej płycie "Dopaminy" trudno szukać echa aktywności "Dymola" w formacjach Dubska czy choćby Illegal Boys. Jeśli jednak wsłuchać się w bębny - Jarek Hejmann jest na tyle charakterystycznym "pałkerem", że gdzieś pobrzmiewają Variete czy wspomniane Dubska, nie ma tu jednak kalki...Raczej rozpoznawalny warsztat i patenty. W basie Tomasza Krzemińskiego podobieństwo do Variete jest też osadzone w technice basmana, również Neumy. "Fala" to płyta, na której klasyczne rockowe trio: gitara, bębny i bas pozwala sobie na pływanie po klimatach.

Delikatnie wpadający w ucho pierwszy kawałek "Fala przypływa", proste bębny zagrane z punktualnością metronomu, przyjazna dla ucha linia basu oszczędna gitara na pojedynczych długich dźwiękach w miarę rozwoju kawałka bywa gęściej. Prosty tekst. Zgrabnie podany przez Dymola. Dobra zapowiedź tego jak poprowadzi nas płyta - Fala przypływa; fala odpływa, Endorfina - Dopamina, Endorfina - Dopamina - gdy fala przypływa czas się wygina.

Świetnie buja biciem rock'n'rollowo - new countrowym gitary, drugi na płycie "Motz" radosny trip wróżą jeszcze przed gitarą bębny Hejmanna. "Motz" formalnie blisko bluesa, miejscami gitara "Dymola" brzmi jak mistrza J.J.Cale (bo to on tak zaczął grać nie Mark Knopfler).

Pierwszy mocniejszy zakręt na płycie przynosi "Jak żywioł". Wejście zdecydowanie "zimnofalowe"...w miarę rozkręcania się kawałka nieodparte wrażenie inspiracji Can i przegenialnym "You do Right". Dopamina nie idzie jednak w kalkę, rozwijający się monotonnie jak u Niemców kawałek, skręca w zupełnie inną stronę. Tekst prosty, powtarzany jak mantra... Raczej tęskno-rozdzierający; transowy (autorstwa Katarzyny Krzemińskiej) tu świetnie sprawdza się wokalnie Tomasz Krzemiński. Finał kawałka to grad dźwięków z pogranicza jazzu, ale jazzu "Today", a nie odgrzanego kotleta. To przede wszystkim efekt pięknej pracy trębacza. Trafiony na maxa Wojciech Jachna (Contemporary Noise Sextet) robi tu jazzdy bez trzymanki.

Kolejny kawałek zaczyna się rytmiczną pętlą, trochę jak w elektronicznych podkładach Bajzla, płynne dźwięki - pełne przestrzeni - melancholijny klubowy chilout - "Meltdown". Można pokusić się o skojarzenia z manchesterskim graniem, tylko po co? Świetnie płynie tu wokal Dymitra Czabańskiego, subtelne pogłosy. Utwór pozornie z tych ładnie płynących, w których nic się nie dzieje, a jednak gdzieś na karku niepokój. Delikatne zejście. Świetnie brzmi tu język angielski.

A po nim kolejny transujący numer. "Nikogo nie ma w domu". W tym kawałku płynie wszystko, począwszy od wokalu, monotonia i narastanie zarówno pogłosów jak wszystkiego co dzieje się instrumentalnie. Bębny delikatnie schowane, wschodzą momentami na wierzch, nie ma żadnego biegania po blachach, tomach i czym popadnie - za to jest dokładnie w punkt . Bez przesady - takie gary wykręca Jaki Liebzeit, to jest dokładnie ten model traktowania rytmu i uderzeń, pod koniec kawałka znowu gitara jak u muzycznego kamikaze Damo Suzuki. Może dobrze, że bas nie idzie jak u Holgera Cz. Mocno ocierający się o "deprechę" niemal bezgłośny skowyt samotności można by rzec "5 minut samotności". Przedziwnie wykręcony klimat, a skojarzenie zresztą pada w tekście z dość zabawnym czeskim filmem z dzieciństwa dzisiejszych czterdziestolatków - "Nikto nie je doma".

Następny kawałek potwierdza, że dramaturgia płyty opisana była w pierwszym kawałku: fala przypływa, fala odpływa. Dużo lżejszy muzycznie "Osiedla", zwłaszcza w warstwie wokalnej narasta dużo lżej, miejscami "Dymol" śpiewa trochę jak w "Dubska", z czasem jednak pojawia się przeciągnięty niepokój w głosie. Proste gitarowe granie, opowieści o codzienności na "osiedlu", którą jak się okazuje nawet w XXI wieku można opisać inaczej niż w konwencji hip hop.

Siódemka rozpoczyna się zupełnie innymi, niż dotąd na płycie, bębnami...Głębokie brzmienie, inny rodzaj monotonii rytmicznej i gitara na przesterach...Prozaiczny z pozoru tekst "Ulice" postpunkowo opisuje rzeczywistość...I do tego to wyznanie: ja chce wszystkich kochać bardziej niż trochę i prosto przed siebie iść miarowym krokiem. Ja bardzo Was kocham lecz wytrzymać nie mogę. Spierdalam stąd; daje nogę - generalnie tekst w klimatach "doła" a "Dymol" śpiewa to jakoś delikatnie, naturalnie - jakby wyśpiewywał stan, który jest w nim, a jednak za szybą...Dopiero to neurotyczne AAAAAA...Podbija podskórny efekt zamknięty w tym kawałku.

No i piękny niemal Joy'owski bas wprowadza w "Podwórko" po uprzednim gwizdnięciu na kumpli...Reszta jednak tu mniej w klimacie JD, z "tego zimnego" rodzi się prosta piękna piosenka. Pokaż mi moja chmurko zaczarowane podwórko. Gdzie jest gdzie? - świetne pytanie i zamierzony brudny dźwięk na koniec.

Dziewiątka na płycie to "Porno blues". Zupełnie inna praca rytmicznych...taki klimat Kryzysu wykręconego z basem jaki w Polsce gra jedynie Janerka i do tego rozpoznawalny w takiej kontaminacji sax Korka. Mistrz Alek nie zamula, ani nie hałasuje - dźwięki z jego saxu atakują dokładnie w tedy kiedy trzeba i tak jak trzeba. Pięknie w lirycznym dość fragmencie rozpoczętym kilkoma subtelnymi dźwiękami gitary w ostatniej minucie zostaje już tylko puls i Alek Korecki. Tekstowo dziewiątka znowu o samotności i pragnieniu.

"Jakiś płomień" mimo woli, choć stylistycznie zupełnie inaczej i tekst zupełnie inny - czuje się powiew "Barcelony", w sensie kawałka Dubska a nie miasta. Świetna piosenka miłosna i choć muzycznie niby nic - sączy się wszystko blisko kołysanki czy pościelówy... "Dymol" bardzo naturalnie, lekko śpiewa jakiś płomień daaaj. No dobrze może to chore skojarzenie, ale końcówka utworu brzmi jak to co było najlepsze w zjawisku z połowy lat 80-tych w Polsce - no polecieli Krajową Sceną Alternatywną, może nawet Gdańską Sceną Alternatywną...

11 numer "0230" - rasowe gitarowe granie, może nawet trochę Manchesteru w tym, a trochę gitarowego New York'u. Mocne bębny bez wygłupów, podbijają motorykę...I neurotyczne zawodzenie.

Ostatni numer piękne zejście. "Fala odpływa". Tekst klamruje krążek. Ładnie koi muzycznie, zwłaszcza ukulele Marcina "Grzyba" Grzybowskiego. Ciekawie ustawione wokale i banalny ale piękny motyw z gwizdaniem. Trzech dojrzałych gości nie boi się zagrać na koniec po prostu pięknej ciepłej piosenki. 

To jedna z najciekawszych płyt 2014 (zwłaszcza debiutów) na polskim rynku wypełnionym ogromem: ładnych, domowych lub podsiadłych melodii, pełnych Islandii lub piszczących zabawek dziecięcych. Trzech osadzonych w motoryce muzyki rockowej, facetów spotkało się by podzielić się najpierw z sobą: emocjami, dźwiękami i niezagranymi jeszcze pomysłami. To "dzielenie się" pełne jest pokory wobec dźwięków, szacunku wobec samych siebie, ale też szacunku do słuchaczy. Dopamina dowodzi, że wrażliwość i nostalgia nie muszą u mężczyzn oznaczać zniewieścienia. "Fala" to także spotkanie i dzielenie się z słuchaczem. Nie jest to płyta dla każdego, mimo momentów lirycznych i melodyjnie przebojowych. Ci jednak, którzy w muzyce rockowej czy avant rockowej szukają czegoś innego niż "Stonsi" czy "Gansi"...powinni nie tylko przesłuchać, ale po prostu mieć fizycznie krążek.Taka płyta, która delikatnie rozedrga umysł w środku nocy z Discmana na dobrych słuchawkach gdzieś na dzielnicach z szarganą reputacją.

Jarek Mixer Mikołajczyk

PS. 1. Jeśli tylko dałoby się jakąś ludzką czcionką w stronie wewnętrznej okładki informacje o tym: kto co, bo tej białej cienkiej i małej czcionki na czarnym - to bez lupy nie da rady. A może piszący recenzję powinien zmienić okulistę.

PS. 2. Skojarzenia jak najbardziej subiektywne. Wysoce prawdopodobnym jest, że utwory mają dla muzyków Dopaminy inne odniesienia. Cóż mnie wszystko co dobre w muzyce kojarzy się z CAN (no prawie wszystko).

PS. 3. Czy już ktoś użył przede mną definicji "bydgoskie brzmienie"? Jeśli nie, no to Dopamina właśnie mieści się w tym pojęciu. Kiedyś łaziłem po nocach z kasetą w walkmanie, która na okładce (białej) miała prześwietlone czarno-białe zdjęcie wejścia na klatkę schodową, też brzmiało to jak miasto z barkami stłoczonymi w rzecznym porcie.  

Skorzystaj z okazji, by zobaczyć nagradzane i doceniane przez krytyków polskie filmy. Dzięki projektowi „Kultura Dostępna w kinach” w każdy czwartek o godzinie 18:00 bilety kosztują jedyne 10 zł dla każdego.

Happy Olo

Kino Helios
Czwartek 26 kwietnia 2018
godz. 18:00

Narzeczony na niby

Kino Helios
Czwartek 3 maja 2018
godz. 18:00

Atak Paniki

Kino Helios
Czwartek 17 maja 2018
godz. 18:00